Poniedziałek, 21 maja 2012 | Imieniny: Jana, Moniki i Wiktora
Edukacja A A A

Pięciolatek w pieluchach do szkoły?

Sobota, 11 lutego 2012 17:24
Pięciolatek w pieluchach do szkoły? (Fot. Renata Osińska / shutterstock.com)
Fot. Renata Osińska / shutterstock.com

Wciąż wzrasta liczba dzieci, które idą do szkoły w pieluchach – pisze „Daily Mail”. Na Wyspach odpowiedzialność za tak zwany „trening czystości” rodzice nie tylko zrzucili na nauczycieli, ale i mocno przesunęli w czasie. W epoce bez pampersów uczono bowiem korzystać z nocnika już kilkumiesięczne niemowlęta.

Chociaż czasy, gdy nie było jednorazowych pieluch, dawno odeszły w niepamięć, miały one jedną ważną zaletę: odpowiedzialność za tak zwany „trening czystości”, czyli nauka korzystania z nocniczka spoczywała wówczas na rodzicach i dziadkach malucha.

Zaczynało się zazwyczaj od momentu, gdy bobas potrafił już siedzieć. Wówczas poznawał nocnik – swego nieodłącznego towarzysza na najbliższe miesiące. Przypadkowe „trafienie” z potrzebą nagradzane było entuzjazmem rodziców, zmęczonych praniem i prasowaniem pieluch. Zazwyczaj dziecko uczyło się, do czego służy nocnik, mając rok – półtorej roku; nieco później udawało się również nauczyć, że nie należy w nocy sikać do łóżeczka, tylko trzeba zawołać mamę.

Jednak tendencje te odwróciły się z chwilą, gdy spopularyzowano poglądy psychoanalityków o rzekomym szkodliwości „treningu czystości” dla rozwoju dziecka. Francuskie przedszkola co prawda pozostawiły wymóg, by dziecko, mając 3 lata i rozpoczynając „Ecole maternelle”, czyli tamtejsze przedszkole – przyszło do niego już bez pieluchy, ale zalecano, by używanie nocnika rozpoczynać dopiero w wieku 2,5 lat, bo to „samo przychodzi”.

Moda na opóźnianie korzystania z nocnika zakrólowała w wielu rodzinach, również w Wielkiej Brytanii. Jednak ostatnie dane opublikowane w „Daily Mail” są wstrząsające – rodzice zakładają, że ich dzieci, przychodząc do szkoły w pieluchach, zostaną tam właśnie nauczone korzystania z toalety. Przesunięto więc wiek „treningu czystości” do 4-5 lat!

Sytuacją przerażeni są nauczyciele, bo obserwują od pięciu lat, że sytuacja stale się pogarsza. Ich zadaniem jest nie tylko nauczanie, ale ćwiczenie umiejętności, które powinny być przez dziecko dawno opanowane.  Dzieci są coraz bardziej niesamodzielne: nie potrafią się ubrać, wychodząc na zewnątrz, muszą być karmione, nie założą same butów. Trudno się zatem dziwić, że nauczyciele skarżą się na obojętność rodziców przekonanych, że szkoła wszystko załatwi.

Ale szkoła nie jest na to przygotowana. Po pierwsze, przebieranie tak dużych dzieci lub sprzątanie po nich jest niezwykle kłopotliwe i przerywa pracę w klasie. Po drugie – ilość i zapach tego, co znajdzie się w pieluchach 4-5 latka, którego potem trzeba najczęściej umyć, zniechęca nawet tych, którzy naprawdę i z całego serca kochają dzieci. Po trzecie – trudno sobie nawet wyobrazić olbrzymie przebieraki w klasach szkolnych czy punkt przebierania pieluch.

Rodzice tłumaczą się najczęściej brakiem czasu oraz przyjęciem założenia, że to szkoła ma wszystkiego nauczyć maluchy. Czynią w ten sposób z dzieci kogoś, kto musi być bez przerwy wyręczany i niańczony, zamiast wyrastać na samodzielnego, pewnego własnych kompetencji ucznia. Jeśli w tym wieku nadal brakuje mu samodzielności lub co gorsza, rzeczywiście nosi pieluchy, to nie jest on przygotowany do nauki w szkole. Umiejętności, które powinien już mieć dobrze opanowane, nagle musi nabywać w warunkach do tego nieprzystosowanych, bo takim miejscem jest szkolna klasa.

Na „problem pieluchowy” – jak podaje „Daily Mail” – skarży się już dwie trzecie brytyjskich szkół podstawowych oraz 71 procent przedszkoli. Tylko 36 procent z nich wymaga od rodziców, by nauczyli dziecko korzystać z toalety zanim przyjdzie do przedszkola. Inaczej jest we Francji, w której to właśnie rodzice odpowiadają za to, by poradzić sobie z pieluchami i przestawić dziecko na korzystanie z nocnika. Jest to jeden z warunków przyjęcia malucha do państwowej placówki. Podobnie jest też w Polsce, chociaż tu nie traktuje się tego w sposób restrykcyjny, pozwalając, by „trening czystości” przeciągnął się jeszcze na 3 rok życia dziecka. Ale już 4-latki powinny samodzielnie korzystać z toalety.

Magdalena Mitsch


Podziel się na:
  • facebook
  • blip
  • twitter
  • sledzik
  • wykop

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

  • ~k *.40.255.4.threembb.co.uk 15.03.2012 22:29 | Ocena: 0 (głosów: 0)
    nie wszystkie dzieci lubia misie itp.zabaweczki dla niemowlat i ksiezniczek. moje dziecko lubi tylko pistolety,auta i samoloty. od zawsze wrzucal w kat misie. nie zademonstruje mu na samochodzie ze ten nie robi w pieluche bo moj syn nie jest glupi i wie ze to tylko zabawka. moj syn jest maly ale mozesz byc pewna ze niejednego doroslego przewyzsza inteligencja. nakladka na deske,zdejmowanie pampersa itp.nie pomagaja. on nie chce i juz :(
  • ~Gość *.tn.glocalnet.net 20.02.2012 12:49 | Ocena: 0 (głosów: 0)
    Wychowalam troje dzieci (dzis miedzy 30-40 lat)
    bardziej proste niz myslisz. Trzeba z dzieckiem rozmawiac, wiecej rozumieja niz doroslym sie wydaje. Sprobuj z nakladka na toalete. Pokaz, ze zwierzatka nie siusiaja w pieluchy - slowem probuj. To rodzic, szczegolnie matka odpowiada za taki stan, niestety prawdziwe. Dziecko jest CZLOWIEKIEM i potrzebuje zrozumiec dlaczego tak byc powinno.Mam swoje lata i wiem, ze wygodnictwo nie poplaca. Powodzenia!
  • ~k *.play-internet.pl 16.02.2012 11:43 | Ocena: 0 (głosów: 0)
    nie kazde dziecko chce usiasc na nocnik. moje dziecko ma prawie 3 lata i jak tylko widzi nocnik to strasznie placze i nie ma zamiaru usiasc na nocnik. i co powinnam wtedy zrobic? pobic go? drzec sie na niego? jeszcze bardziej bym go zniechecila. probowalam wszystkiego lacznie z przekupowaniem go ale on jeszcze nie jest gotow na nocnik. trzeba czekac i probowac.

Temat numeru 426, 18 maja 2012 Dogaszanie Ogniska

Pogłoski o sprzedaży Ogniska Polskiego krążyły co najmniej od kilku lat. Wówczas oburzenie mieszało się z niemocą. Teraz, gdy groźba sprzedaży nieruchomości w samym sercu Londynu niebezpiecznie się przybliżyła, zaroiło się od mniej i bardziej