Poniedziałek, 21 maja 2012 | Imieniny: Jana, Moniki i Wiktora
Adaś, chłopiec-wojownik
Poniedziałek, 09 lutego 2009 15:42
3,5-letni Adaś Aftyka cierpi na wrodzony nowotwór
oczu. Jego życie to ciągła walka. Ostania bitwa o wzrok chłopca toczy
się w Londynie. Przy boku dzielnego wnuka czuwa kochająca babcia.
Dowództwo przejął angielski onkolog, który jako jedyny widzi szansę na
zwycięstwo.
– To siatkówczak – kiedy pani Danuta Gołębiowska usłyszała te słowa z
ust lubelskich lekarzy, doskonale wiedziała, co czeka jej wnuka. Wiele
lat wcześniej taka sama diagnoza spadła na jej rodzinę jak grom z
jasnego nieba. Wtedy przyszło jej walczyć o życie córki. Do boju o
swojego wnuka Adasia, przystąpiła więc z podwójną siłą. W przypadku
Kasi walka z nowotworem skończyła się usunięciem obu gałek ocznych.
Pani Danuta robiła wszystko, co w jej mocy, żeby dziewczyna mogła
dorastać jak jej rówieśniczki. Aby być bliżej córki, przekwalifikowała
się i zaczęła pracę w szkole dla niewidomych. Kasia dawała rodzicom
wiele powodów do dumy. Skończyła równocześnie dwie szkoły: podstawową i
muzyczną. Po maturze wybrała studia na wydziale prawa. Zrezygnowała
jednak z nauki i wyszła za mąż. Młoda para zamieszkała razem. Później
na świat przyszedł ich syn.
Ciążące widmo strachu
W niepewności żyli tylko przez dwa tygodnie. Byli najszczęśliwszymi
rodzicami na świecie, ale zadawali sobie sprawę, jakie zagrożenie
wisiało nad ich małym skarbem. Werdykt lekarzy był ostateczny i
stuprocentowy. – Adaś odziedziczył chorobę – usłyszeli. Kasia załamała
się. Ponieważ jej mąż również jest niewidomy, chłopiec trafił pod
opiekę kochającej babci. To ona zabrała go do warszawskiego Centrum
Zdrowia Dziecka. Szpital stał się ich drugim domem.
– Już w pierwszym roku życia wnuk przeszedł chemioterapię – pisze w
liście do redakcji „Gońca Polskiego” babcia chłopca. Leczenie nie
pomogło. Wkrótce nastąpił nawrót choroby. Wtedy dzięki pomocy fundacji
„Tęcza” stan Adasia po raz pierwszy skonsultował wybitny angielski
specjalista dr John Hungerford z Moorfields Eye Hospital w Londynie.
Zaproponował serię naświetlań zwanych radioterapią pozasoczewkową. Nie
była ona dostępna w Polce i w dodatku bardzo kosztowna. Dzięki ludziom
dobrej woli, jesienią 2006, mały pacjent trafił na leczenie nad Tamizę.
Mimo ogromnych starań nastąpiła kolejna progresja procesu nowotworowego
i życie Adasia zawisło na włosku.
„Adaśko”, mocny facet z Lublina
W marcu 2007 Polscy lekarze zawyrokowali, że jedyny wyjściem jest
usunięcie prawego oka. Babcia, która jest prawnym opiekunem chłopca, z
ciężkim sercem wyraziła zgodę na operację. Pół roku później nowotwór
zaatakował lewe oko. Guz niszczono termoterapią oraz chemioterapią.
Adaś stracił część widzenia. W listopadzie 2008 roku polscy specjaliści
zalecili pilne usunięcie gałki, ale na to pani Danusia już zgody nie
wyraziła. Znów zabrała swojego „Adaśka” do dr Hungerforda, a ten jej
nie zawiódł. Dał chłopcu ostatnią szansę. Jest nią nowoczesna
chemioterapia dostępna w USA, Japonii i Wielkiej Brytanii. Na drodze do
zdrowia stały już tylko pieniądze. Duże. Koszt oszacowano na 15 tys.
funtów. I tym razem nad malcem czuwała opatrzność. Coś pokierowało
rękami dobrych ludzi, którzy sięgnęli do portfela. W grudniu ubiegłego
roku chłopiec otrzymał pierwszą dawkę chemii. Kontrola na początku
stycznia potwierdziła znakomite skutki leczenia. – Trzeba je jednak
kontynuować – orzekł Hungerford. Kiedy Adaś już jechał na salę
zabiegową, pracownik szpitala zastąpił drogę babci Danusi...
Życie w Twoich rękach
– Przykro mi, ale nie opłaciliście pełnego kosztu leczenia –
powiedział. Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Adaś zaczął płakać. –
Okazało się, że wpłacone 15 tys. funtów było potraktowane jako
zabezpieczenie jednego cyklu chemii. Po odliczeniu faktycznych kosztów
polecono nam dopłacić tysiąc funtów pod groźbą odłożenia zabiegu.
Wkrótce oznajmiono nam, że trzeba dopłacić nie tysiąc a 10 tysięcy –
żali się pani Danusia. W obronie chłopca stanęli lekarze. Warunkowo
podano drugi cykl. Kilka dni później wrócili do domu. – Babciu, gdzie
choinka? – zapytał zdumiony Adaś. – Już po świętach, musieliśmy ją
rozebrać – tłumaczyła. – Chcę zobaczyć światełka – nie dawał za
wygraną. – W przyszłym roku – obiecała i postanowiła, że dotrzyma
słowa. Teraz sen z powiek spędza jej konieczność zdobycia brakującej
kwoty. Musi ją wpłacić jak najszybciej. Zaraz po powrocie do Lublina
pani Danusia zajęła się zabezpieczeniem pieniędzy na trzecią dawkę
chemii. Zwróciła się o pomoc do NFZ, a ten wstępnie zgodził się ją
zrefundować. Strona polska nie pokryje jednak zabiegu, który już został
wykonany. A uregulowanie zaległości jest warunkiem dokończenia
leczenia. – Mając ostatnią szansę na uratowanie Adasiowi wzroku, proszę
państwa o pomoc i wsparcie finansowe – apeluje pani Danuta na łamach
„Gońca Polskiego”.
Każdy, kto zechce pomóc w ratowaniu oczu Adasia, może wpłacać pieniądze na konto:
Posiadacz konta: Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych i Słabowidzących „Tęcza”
Numer konta: 24 1140 1010 0000 3198 7500 1010
Nazwa banku: Bank Rozwoju Eksportu SA (BRE Bank SA)
Adres banku: ul. Królewska 14, 00-950 Warszawa, Polska
Kod SWIFT: BREX PL PW
Koniecznie z dopiskiem: „na leczenie Adasia Aftyki”
Losy Adasia na bieżąco można śledzić na jego własnej stronie internetowej: aftyka.blog.onet.pl
Środa, 26 marca 2008 15:23
Telewizja Now TV z Hong Kongu stworzyła nietypowy klip promujący Euro 2012 w Polsce i...
Pogłoski o sprzedaży Ogniska Polskiego krążyły co najmniej od kilku lat. Wówczas oburzenie mieszało się z niemocą. Teraz, gdy groźba sprzedaży nieruchomości w samym sercu Londynu niebezpiecznie się przybliżyła, zaroiło się od mniej i bardziej
Środa, 26 marca 2008 15:23
Polska tradycyjnie ma spory deficyt w handlu zagranicznym, ale z Wielką Brytanią ma ogromną nadwyżkę....
Środa, 26 marca 2008 15:23
Jeśli znasz angielski, lubisz pracę biurową i nie drżysz na dźwięk słowa „tax”, „credit” czy...
Środa, 26 marca 2008 15:23
To jedna z największych i najpiękniejszych atrakcji turystycznych Anglii. Ciągnący się od południowego Londynu po...
Środa, 26 marca 2008 15:23
Polska i brytyjska fabryka Opla będą produkowały Astrę piątej generacji. Informację tę podało kierownictwo firmy...
Środa, 26 marca 2008 15:23
Te urządzenia zamienią telewizor w prawdziwego multimedialnego potwora. Obydwa są w stanie odtwarzać nie tylko...
Adaś, chłopiec-wojownik
Poniedziałek, 09 lutego 2009 15:42– To siatkówczak – kiedy pani Danuta Gołębiowska usłyszała te słowa z ust lubelskich lekarzy, doskonale wiedziała, co czeka jej wnuka. Wiele lat wcześniej taka sama diagnoza spadła na jej rodzinę jak grom z jasnego nieba. Wtedy przyszło jej walczyć o życie córki. Do boju o swojego wnuka Adasia, przystąpiła więc z podwójną siłą. W przypadku Kasi walka z nowotworem skończyła się usunięciem obu gałek ocznych. Pani Danuta robiła wszystko, co w jej mocy, żeby dziewczyna mogła dorastać jak jej rówieśniczki. Aby być bliżej córki, przekwalifikowała się i zaczęła pracę w szkole dla niewidomych. Kasia dawała rodzicom wiele powodów do dumy. Skończyła równocześnie dwie szkoły: podstawową i muzyczną. Po maturze wybrała studia na wydziale prawa. Zrezygnowała jednak z nauki i wyszła za mąż. Młoda para zamieszkała razem. Później na świat przyszedł ich syn.
Ciążące widmo strachu
W niepewności żyli tylko przez dwa tygodnie. Byli najszczęśliwszymi rodzicami na świecie, ale zadawali sobie sprawę, jakie zagrożenie wisiało nad ich małym skarbem. Werdykt lekarzy był ostateczny i stuprocentowy. – Adaś odziedziczył chorobę – usłyszeli. Kasia załamała się. Ponieważ jej mąż również jest niewidomy, chłopiec trafił pod opiekę kochającej babci. To ona zabrała go do warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Szpital stał się ich drugim domem.
– Już w pierwszym roku życia wnuk przeszedł chemioterapię – pisze w liście do redakcji „Gońca Polskiego” babcia chłopca. Leczenie nie pomogło. Wkrótce nastąpił nawrót choroby. Wtedy dzięki pomocy fundacji „Tęcza” stan Adasia po raz pierwszy skonsultował wybitny angielski specjalista dr John Hungerford z Moorfields Eye Hospital w Londynie. Zaproponował serię naświetlań zwanych radioterapią pozasoczewkową. Nie była ona dostępna w Polce i w dodatku bardzo kosztowna. Dzięki ludziom dobrej woli, jesienią 2006, mały pacjent trafił na leczenie nad Tamizę. Mimo ogromnych starań nastąpiła kolejna progresja procesu nowotworowego i życie Adasia zawisło na włosku.
„Adaśko”, mocny facet z Lublina
W marcu 2007 Polscy lekarze zawyrokowali, że jedyny wyjściem jest usunięcie prawego oka. Babcia, która jest prawnym opiekunem chłopca, z ciężkim sercem wyraziła zgodę na operację. Pół roku później nowotwór zaatakował lewe oko. Guz niszczono termoterapią oraz chemioterapią. Adaś stracił część widzenia. W listopadzie 2008 roku polscy specjaliści zalecili pilne usunięcie gałki, ale na to pani Danusia już zgody nie wyraziła. Znów zabrała swojego „Adaśka” do dr Hungerforda, a ten jej nie zawiódł. Dał chłopcu ostatnią szansę. Jest nią nowoczesna chemioterapia dostępna w USA, Japonii i Wielkiej Brytanii. Na drodze do zdrowia stały już tylko pieniądze. Duże. Koszt oszacowano na 15 tys. funtów. I tym razem nad malcem czuwała opatrzność. Coś pokierowało rękami dobrych ludzi, którzy sięgnęli do portfela. W grudniu ubiegłego roku chłopiec otrzymał pierwszą dawkę chemii. Kontrola na początku stycznia potwierdziła znakomite skutki leczenia. – Trzeba je jednak kontynuować – orzekł Hungerford. Kiedy Adaś już jechał na salę zabiegową, pracownik szpitala zastąpił drogę babci Danusi...
Życie w Twoich rękach
– Przykro mi, ale nie opłaciliście pełnego kosztu leczenia – powiedział. Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Adaś zaczął płakać. – Okazało się, że wpłacone 15 tys. funtów było potraktowane jako zabezpieczenie jednego cyklu chemii. Po odliczeniu faktycznych kosztów polecono nam dopłacić tysiąc funtów pod groźbą odłożenia zabiegu. Wkrótce oznajmiono nam, że trzeba dopłacić nie tysiąc a 10 tysięcy – żali się pani Danusia. W obronie chłopca stanęli lekarze. Warunkowo podano drugi cykl. Kilka dni później wrócili do domu. – Babciu, gdzie choinka? – zapytał zdumiony Adaś. – Już po świętach, musieliśmy ją rozebrać – tłumaczyła. – Chcę zobaczyć światełka – nie dawał za wygraną. – W przyszłym roku – obiecała i postanowiła, że dotrzyma słowa. Teraz sen z powiek spędza jej konieczność zdobycia brakującej kwoty. Musi ją wpłacić jak najszybciej. Zaraz po powrocie do Lublina pani Danusia zajęła się zabezpieczeniem pieniędzy na trzecią dawkę chemii. Zwróciła się o pomoc do NFZ, a ten wstępnie zgodził się ją zrefundować. Strona polska nie pokryje jednak zabiegu, który już został wykonany. A uregulowanie zaległości jest warunkiem dokończenia leczenia. – Mając ostatnią szansę na uratowanie Adasiowi wzroku, proszę państwa o pomoc i wsparcie finansowe – apeluje pani Danuta na łamach „Gońca Polskiego”.
Każdy, kto zechce pomóc w ratowaniu oczu Adasia, może wpłacać pieniądze na konto:
Posiadacz konta: Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych i Słabowidzących „Tęcza”
Numer konta: 24 1140 1010 0000 3198 7500 1010
Nazwa banku: Bank Rozwoju Eksportu SA (BRE Bank SA)
Adres banku: ul. Królewska 14, 00-950 Warszawa, Polska
Kod SWIFT: BREX PL PW
Koniecznie z dopiskiem: „na leczenie Adasia Aftyki”
Losy Adasia na bieżąco można śledzić na jego własnej stronie internetowej: aftyka.blog.onet.pl
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.