Poniedziałek, 21 maja 2012 | Imieniny: Jana, Moniki i Wiktora
Rodzina A A A

Rodzic czy kumpel? Jak poważnie podejść do dziecka

Wtorek, 18 października 2011 12:31

Chyba każde dziecko chciałoby mieć „fajnych starych”, a wielu rodziców za takich chciałoby być uważanych. Trochę dlatego, że marzenie o takim nowoczesnym modelu rodziny przyjemnie łechce nasze ego, a trochę dlatego, że tak po prostu wydaje się łatwiej. Jakie by jednak nie były nasze powody, psychologowie alarmują – na dłuższą metę to się zupełnie nie opłaca.

Bycie najlepszym kumplem dziecka stało się tak popularne, że ten model rodzinnych relacji wybiera od 30 do 40 proc. rodziców w krajach cywilizowanych. Taki rodzic-kumpel to ktoś, kto do nakazów i zakazów podchodzi z dużym przymrużeniem oka, niekiedy nawet zupełnie je zamykając.

Fajnie, czyli łatwiej

Nie ma chyba rodzica, który od czasu do czasu trochę nie odpuszcza: jeśli raz czy dwa maluch pójdzie spać bez mycia zębów, nie dostanie przecież próchnicy, a jeśli kupimy mu coś w sklepie, to może przestanie płakać. Rodzic-kumpel to jednak zupełnie inna para kaloszy: ktoś taki stara się o akceptację swojego dziecka, zabiega o nią i jest gotów zgodzić się na wiele, żeby tylko pociecha myślała, że ma najfajniejszych rodziców pod słońcem.

Powodów takiego podejścia z pewnością jest wiele. Te psychologiczne mówią, że gdzieś w tle takich zachowań pobrzękują skrzypce własnych nierozwiązanych problemów ze zbyt surowymi rodzicami, te bardziej praktyczne wspominają jednak – choć do tego znacznie trudniej się przyznać – że tak po prostu wydaje się łatwiej. Dziecko, które dostaje wszystko, o czym tylko zamarzy i którego potrzeby są zaspokajane, zanim się jeszcze pojawią, jest przecież spokojniejsze, nie wrzeszczy, nie tupie i nie wszczyna awantur w miejscach publicznych. A gdy człowiek wraca po całym dniu pracy do domu, ostatnie o czym marzy to wojna o niepozmywane naczynia czy nieuprane skarpetki. Cóż więc w tym złego?

Coraz więcej i szybciej

Taki model wychowania ma przynajmniej kilka sporego kalibru wad. Przede wszystkim na dłuższą metę zupełnie nie opłaca się dziecku, które po prostu nie będzie miało pojęcia jak być rodzicem i wychowywać własne dzieci. Nie jest też – wbrew pozorom – tym, czego dziecko naprawdę chce i oczekuje. Pozbawia je modelu do naśladowania, a dziecko nie odnajduje w rodzicuprzewidywalnego, godnego zaufania autorytetu, którego tak naprawdę potrzebuje. 

Dzieci chcą bowiem mieć rodziców godnych szacunku, którym mogą zaufać, że zapewnią im poczucie bezpieczeństwa i wyznaczą zdrowe, jasne granice tego, co wolno. W okresie dojrzewania i późniejszej dorosłości ludzie modyfikują je i zmieniają, muszą jednak mieć od czego ten proces zacząć. Inny i chyba najbardziej przekonywający tutaj argument to stare przysłowie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dziecko, któremu wszystko wolno i które wszystko dostaje, będzie z czasem chciało coraz więcej i szybciej. Gdy nie dostanie, zamieni się w istnego demona, którego naprawdę ciężkobędzie przywołać do porządku.

Od czego więc zacząć przemianę z kumpla-luzaka w dorosłego i godnego zaufania rodzica z prawdziwego zdarzenia. Może od przypomnienia sobie, że rodzicielstwo to nie konkurs popularnościi jeśli chcesz być dla dziecka autorytetem, licz się z tym, że jemu może się to nie spodobać. Tak to jednak ma być, że zadaniem dzieci jest przekraczać i testować granice rodzicielskiej wytrzymałości, a rodziców – pozwalać im tylko na to, co rzeczywiście im wolno.

Sztuka zasługiwania...

...bo o nią właśnie chodzi jest do nauczenia i wyćwiczenia: zarówno dla dziecka, jak i dla nas samych. Specjaliści twierdzą, że jej opanowanie wymaga przyswojenia tylko czterech umiejętności, które – gdy konsekwentnie realizowane – gwarantują sukces przedsięwzięcia. 

Pierwsza z nich mówi: nagradzaj tylko za rzeczywiste osiągnięcia. Dzieci, szczególnie te nieprzyzwyczajone do dyscypliny mają tendencję do wynajdywania setek pretekstów do wymarzonej nagrody. O ile pierwsze w życiu zrobione do nocnika siusiu warto jakoś docenić, o tyle piętnaste już niekoniecznie. Nagradzaj więc tylko za to, co rzeczywiście kosztowało twoją pociechę trochę wysiłku, czasu lub pracy.

Po drugie: nie daj się szantażować. Dzieci są mistrzami w naciskaniu odpowiednich „guzików” doprowadzających rodziców do szału. Musisz więc wypracować umiejętność radzenia sobie w wrzaskami w miejscach publicznych, irytującym hałasowaniem czy też np. bezdenną rozpaczą z powodu braku lodów na śniadanie. Dawaj dziecku to, czego chce wtedy, gdy na to zasłuży, niewtedy, gdy to na tobie wymusi.

Trzecia zasada nauki zasługiwania to dawanie wyborów i nauka decydowania. Zaczynając od małego, warto pytać dziecko, na co ma ochotę, dając jednocześnie wybór, np. lizak, sok z marchewkiczy kanapka. Będąc w sklepie, konsultuj z nim, jakie chce jeść płatki śniadaniowe, jakie owoce, itd., itp. Uczy to dziecko praktycznej odpowiedzialności za własne decyzje i sprawia, że w przyszłości będzie naturalnie dokonywać lepszych dla siebie wyborów. Trochę starszym dzieciom warto dawać możliwość decydowania, na co chcą, a na co nie chcą zasługiwać i nie obrażać się, gdy zdecydują inaczej niż oczekiwaliśmy.

I wreszcie po czwarte: chwal i zachęcaj, zamiast ganić i karać. Spraw, by to, co dziecko musi zrobić, by zasłużyć na nagrodę nie było drogą przez mękę, ale czymś, przy czym można dobrze się bawić. Przykład? Sprzątanie zabawek – zamiast zmuszać i karać za to, że dziecko tego nie zrobiło, zaproponuj zabawę w odkładanie ich na miejsce na czas i gdy będzie już posprzątane, doceń to np. czymś słodkim lub telewizyjną bajką.


Więcej na podobne tematy:

Przytulanie to fundament przyszłej dojrzałości

Nie ma jak u mamy?

Timeout, czyli marsz do kąta

Źródło: GP 3965

Podziel się na:
  • facebook
  • blip
  • twitter
  • sledzik
  • wykop

Wasze komentarze

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Temat numeru 426, 18 maja 2012 Dogaszanie Ogniska

Pogłoski o sprzedaży Ogniska Polskiego krążyły co najmniej od kilku lat. Wówczas oburzenie mieszało się z niemocą. Teraz, gdy groźba sprzedaży nieruchomości w samym sercu Londynu niebezpiecznie się przybliżyła, zaroiło się od mniej i bardziej