Poniedziałek, 21 maja 2012 | Imieniny: Jana, Moniki i Wiktora
Wychowanie A A A

Dziecko w kuchni. Gotujmy razem!

Wtorek, 16 sierpnia 2011 18:54

To, do czego będziemy was zachęcać, wydaje się kompletnym szaleństwem. Nie da się inaczej nazwać wpuszczenia do kuchni kilkuletniego dziecka. Nie będziemy was też oszukiwać – jeśli to zrobicie, kuchnia będzie wyglądała jak miejsce dotknięte tsunami lub imprezą rock­androllowej kapeli. Mimo to jednak warto zaryzykować. Zarówno dla dobra dzieci, jak i nas, rodziców.

Powodów, dla których dobrze jest zaprosić dziecko do kuchni jest przynajmniej kilka. Przede wszystkim rozstrzyga to odwieczny dylemat „zająć się dzieckiem, czy szykować kolację”. Możesz robić jedno i drugie z przyjemną świadomością, że dziecko uczy się przy tym wielu fascynujących rzeczy. W kuchni można przelewać, wsypywać, mieszać... A przy okazji zrobić sobie wąsy ze szczypiorku albo przeobrazić się w nosorożca, przykładając do nosa banana.

Dziecko uczy się też czerpać przyjemność z przyrządzania posiłków, przekonuje się, że pomaganie w domu jest naturalne i fajne, a wspólne robienie rzeczy z rodzicami to świetna zabawa i nauka. Pomijając już nawet to, że doprawdy trudno o lepszy warsztat twórczego myślenia niż kuchnia, w której można przecież tworzyć nowe potrawy i ich niezwykłe połączenia albo też wymyślać nowe nazwy dla znanych dań, czy też twórczo podejść do odwiecznych kuchennych problemów i np. kroić cebulę w okularach pływackich.

Szkoła w kuchni

Nie ma lepszej metody nauki niż przez zabawę, a kuchnia jest do tego o wiele lepszym miejscem niż sala lekcyjna. Czego dziecko może się nauczyć, pomagając mamie przy domowych obowiązkach? Oto kilka z lekcji, które można odrobić w kuchni.

1. Godzina wychowawcza. W kuchni dziecko uczy się współpracy, pomagania innym, przestrzegania reguł („Jeżeli zbliżysz się do piekarnika, koniec zabawy”), cierpliwości i odpowiedzialności za to, co robi oraz zasad bezpieczeństwa. I tego, że fakt, czy miło spędzimy czas, zależy od nas, a nie od tego, czy obok jest Aquapark/kino/sklep.

2. Język Polski. Maluch zapamiętuje nowe słowa: nazwy produktów, potraw, czynności. I nie tylko, bo przygotowywanie kolacji czy obiadu to okazja, by pogadać o wszystkim. W dodatku po polsku i w przyjemnej atmosferze.

3. Matematyka. W kuchni dziecko poznaje kształty (okrągłe plasterki pomidora, kwadratowe kromki razowca), uczy się liczyć („Daj trzy ogórki”), dowiaduje się, że jest coś takiego jak litr, kilogram, itd.

4. Fizyka i chemia. Można razem przeprowadzać eksperymenty. Co się szybciej rozpuszcza? Sól czy cukier? Czy barwnikami spożywczymi uda się zafarbować mleko? Surowy makaron da się połamać. A ugotowany?

5. Przyroda. Szykując posiłek, można pogadać o tym, że marchewka rośnie pod ziemią, a czereśnie na drzewach, że rośliny potrzebują światła oraz wody, o tym, skąd się bierze cukier lub sól. Można zasiać na talerzyku rzeżuchę i podglądać, jak rośnie.

6. Geografia. Mały kuchcik ma okazję dowiedzieć się, że truskawki i buraki są hodowane w Polsce, a banany nie. Można porozmawiać o tym, co to znaczy „tam, gdzie pieprz rośnie”, i o tym, że nie wszędzie jada się tak samo, bo na przykład Chińczycy wolą ryż od chleba.

7. Historia. Warto opowiedzieć przedszkolakowi o tym, że zanim pewna królowa przywiozła do Polski ziemniaki (podobno na początku hodowano je głównie dla… kwiatów), jadało się dużo kasz. I że kiedyś marynarze (piraci też!) zabierali na statki beczki z kiszoną kapustą (bo ma dużo zdrowej witaminy C).

8. Zajęcia plastyczne. Malec poznaje kolory, uczy się komponować, może nawet tworzyć obrazki na kanapkach lub pizzy. Ćwiczy paluszki nie gorzej niż wówczas, gdy lepi coś z plasteliny albo wycina.

Co jeszcze? Spróbuj i przekonaj się sama!

Gladiator na kuchennej arenie

Aby jednak nasze pomysły nie zakończyły się katastrofą, warto do kuchennych zabaw dobrze się przygotować i wbić sobie do głowy kilka żelaznych zasad. Pamiętajmy, żeby krzesło, na którym stoi dziecko było bardzo stabilne i dawało mu możliwość swobodnej ekspresji. Usuńmy z jego zasięgu wszelkie groźne przedmioty. Ostre noże, elektryczne krajalnice (z frapującym, kolorowym guziczkiem), chemikalia i inne niebezpieczne rzeczy muszą być dobrze schowane.

Nie dopuszczamy też naszej pociechy do piekarnika, palników i wszystkiego, co gorące. Musi o tym wiedzieć, więc wokół piecyka warto wyznaczyć granicę, np. rysując kredą na podłodze, której nie wolno dziecku przekroczyć. No i nie spuszczamy smyka z oka. Niezależnie od tego, jak mądry i ostrożny jest mały pomocnik, pod żadnym pozorem nie zostawiamy go w kuchni samego.

Zanim nasz mały gladiator wejdzie na kuchenną arenę, dobrze będzie wyposażyć go w odpowiedni ekwipunek. Przyda się plastykowy fartuszek czy foremki do ciastek, którymi będzie mógł wycinać gwiazdki czy kwiatki nie tylko z ciasta, ale też z plasterków żółtego sera, szynki, pumpernikla, a nawet z papryki.

Magiczne właściwości mają też łyżka do lodów i słomki do napojów. Pierwsza sprawia, że nałożone nią na talerz purée z ziemniaków smakuje zupełnie inaczej niż zwykle, drugie natomiast nadają mleku najdziwniejsze smaki w zależności od swego koloru. Przydadzą się też np.: trzepaczka do ubijania piany, wałek, drewniane łyżki, plastikowe miski, a starszym dzieciom nawet nożyczki z zaokrąglonymi czubkami.  

Awanturka czy naleśnikowy tort?

Oczywiście w miarę nabierania wprawy kuchenne przygody naszego malucha mogą zyskiwać na stopniu trudności i ze zwykłej zabawy przerodzić się we wspólne gotowanie. Jest kilka potraw, które mamy zwykle biorą na pierwszy ogień. Jedną z nich może być prosta Awanturka. Mieszamy trochę białego sera ze śmietaną lub jogurtem, a potem dodajemy posiekane: szczypiorek, koperek, rzodkiewkę, ogórek i cebulę, odrobinę solimy i... gotowe! Proste, łatwe i błyskawiczne w przygotowaniu.

Innym pomysłem mogą być owocowe szaszłyki, czyli nabite na patyczki np. winogrona, wiśnie, truskawki, kiwi czy kawałki arbuza. Maluchy uwielbiają decydować o tym, co ma znaleźć się na pizzy, czemu więc nie pozwolić naszemu poukładać na przygotowanym przez nas wcześniej spodzie wszystkiego, na co ma ochotę? Potem całość posypujemy startym, serem i zapiekamy do skutku, z niekłamaną satysfakcją chwaląc kulinarne talenty naszej pociechy.

Gdyby i to nie przypadło nam do gustu, zawsze w zanadrzu mamy jeszcze naleśnikowy tort. Usmażone naleśniki układamy jeden na drugim, przekładając je cienką warstwą słodkiego twarożku lub – w zależności od upodobań – szpinakiem, mięsem czy warzywami. Do tej czynności maluchy nadają się wyśmienicie, o ile oczywiście naleśniki są trochę przestudzone. Gdy konstrukcja osiągnie kilka centymetrów grubości, dekorujemy ją na wierzchu owocami lub warzywami, kroimy w kliny jak tort i podajemy. Jest to przy okazji sprawdzony sposób, aby zachęcić dzieci do jedzenia. Tu jednak uwaga – zawsze lepiej pozwolić dziecku trochę zgłodnieć niż je przekarmiać.

Dominik Waszek

foto: Glenda M. Powers / shutterstock.com

Źródło: GP 388

Podziel się na:
  • facebook
  • blip
  • twitter
  • sledzik
  • wykop

Wasze komentarze

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Temat numeru 426, 18 maja 2012 Dogaszanie Ogniska

Pogłoski o sprzedaży Ogniska Polskiego krążyły co najmniej od kilku lat. Wówczas oburzenie mieszało się z niemocą. Teraz, gdy groźba sprzedaży nieruchomości w samym sercu Londynu niebezpiecznie się przybliżyła, zaroiło się od mniej i bardziej