W Wielkiej Brytanii stawianie do kąta funkcjonuje pod nazwą „timeout” i jest chętnie praktykowaną metodą wychowawczą. Spopularyzowała ją Jo Frost, czyli telewizyjna Superniania.
Po niej zaś przejęło ją wielu brytyjskich rodziców, oczarowanych jej pozorną skutecznością. Okazuje się jednak, że stawianie do kąta ma swoje wady i choć uczy dyscypliny, to jednak nie każde dziecko na niej skorzysta.
Metoda jest prosta. Gdy dziecko zachowuje się w nieakceptowany przez rodziców sposób, np. bije, gryzie czy wrzeszczy, zostaje na parę minut odizolowane od reszty rodziny: siedzi na schodach, na krzesełku z dala od towarzyskiego życia, stoi w tradycyjnym kącie lub idzie do swojego pokoju. Teoria mówi, że dziecko się wówczas uspokoi, zmieni swoje zachowanie i znajdzie lepsze sposoby komunikowania swych potrzeb. I to ma sens. Przynajmniej w teorii.
W praktyce psychologowie alarmują, że timeout jest dość często nadużywany i to ze szkodą dla dziecka. Problem w tym, że jest to swego rodzaju „łatwizna”, na którą chętniechadzają zmęczeni i przeciążeni obowiązkami rodzice. „Kąt” załatwia jednak sprawę tylko pozornie i wtedy, gdy dziecko rzeczywiście „rozrabia”. Bywa jednak i tak, że trudne zachowania i silne emocje nie biorą się znikąd, a stawiając do kąta rodzic traci szansę, aby odkryć prawdziwą przyczynę łopotu.
Emocje to potrzeby
Przede wszystkim warto pamiętać, że z reguły dzieci nie są niegrzeczne na złość rodzicom i nie kieruje nimi niepohamowane pragnienie zepsucia im humoru, domowego wieczoru czy wizyty u znajomych. Większość ludzkich zachowań motywowana jest emocjonalnymi lub fizjologicznymi potrzebami i choć nikt nie lubi, gdy są one niezaspokojone, to jednak nam, dorosłym o wiele łatwiej jest jakoś sobie z tym radzić.
Małe dzieci nie potrafią ani rozpoznawać, ani nazywać przyczyn dyskomfortu, który odczuwają. Nie muszą, bo od tego mają rodziców. Gdy jest im źle, po prostu na to reagują i w przeciwieństwie do nas samych nie zawracają sobie głowy tym, co pomyślą o nich inni. Warto też mieć na uwadze, że gdy nam jest np. duszno lub niewygodnie w autobusie, to albo z niego wysiadamy, albo tłumaczymy sobie, że zostały tylko trzy przystanki.
Maluch nie potrafi sam o sobie decydować, żyje w dodatku chwilą obecną, więc nie umie przekonać samego siebie, że już za chwilę wszystko wróci do normy. Co mu więc zostajez dostępnych środków zaradczych?
Zwrócić uwagę
Natura wyposażyła nas w cały szereg technik zwracania na siebie uwagi. Gdy jesteśmy dorośli używamy tych bardziej wyrafinowanych. W przypadku dziecka płacz, krzyk, hałasowanie czy tupanie nogami mają przywołać rodzica, aby sprawdził, czego mu brakuje. Gdy płacze niemowlak, rodzice nie odstawiają wózka do innego pokoju i nie kładą dziecka z dala od samych siebie, ale zupełnie naturalnie zaczynają się zastanawiać, co mu dolega. Głowią się, czy jest mu zimno, czy jest głodny, zmęczony czy może coś go boli.
Oczywiście im dziecko starsze, tym więcej ma sposobów na komunikowanie swych potrzeb i tym więcej można od niego wymagać. Okazuje się jednak, że często zdarza się rodzicom przecenić jego umiejętności i dla własnej wygody odesłać dziecko do kąta zamiast zauważyć przyczynę jego niewłaściwego zachowania.
Timeout nie uczy
To kolejny zarzut, jaki eksperci mają wobec kąta. Często stawiane do niego dziecko przez doświadczenie uczy się, że rodzice nie chcą znać jego potrzeb i pragnień, zacznie więc pewnie szukać ich zaspokojenia gdzieś indziej. Odizolowanie nie uczy również zwracania uwagi na potrzeby i pragnienia innych, nie daje szansy ćwiczenia swych umiejętnościprzezwyciężania trudności, nie podpowiada również jak radzić sobie z silnymi emocjami i jak je wyrażać, gdy pojawią się następnym razem.
Jeśli nie kąt, to co?
Wyjść jest kilka, ale ich wspólnym mianownikiem jest: słyszeć, widzieć i czuć potrzeby dziecka, a nie tylko jego zachowanie. Warto przyjrzeć się tym najczęściej powtarzanym „złym zachowaniom” naszych pociech i spokojnie zastanowić się, czym są one spowodowane i jakie potrzeby dziecko chce w ten sposób spełnić. Dobrze też będzie wziąć w nawias nasze własne emocje i po prostu porozmawiać z maluchem o tym, co się stało i w razie potrzeby wyraźnie postawić mu warunki i granice.
Oczywiście może się również okazać, że wbrew wszystkim mądrym teoriom nasze dziecko jest po prostu niegrzeczne, robi nam na złość i chce zepsuć wieczór. Wtedy – niech mówią, co chcą – kąt może mieć swój wychowawczy walor.
Dominik Waszek
Timeout, czyli marsz do kąta
Piątek, 30 września 2011 16:23W Wielkiej Brytanii stawianie do kąta funkcjonuje pod nazwą „timeout” i jest chętnie praktykowaną metodą wychowawczą. Spopularyzowała ją Jo Frost, czyli telewizyjna Superniania.
Po niej zaś przejęło ją wielu brytyjskich rodziców, oczarowanych jej pozorną skutecznością. Okazuje się jednak, że stawianie do kąta ma swoje wady i choć uczy dyscypliny, to jednak nie każde dziecko na niej skorzysta.
Metoda jest prosta. Gdy dziecko zachowuje się w nieakceptowany przez rodziców sposób, np. bije, gryzie czy wrzeszczy, zostaje na parę minut odizolowane od reszty rodziny: siedzi na schodach, na krzesełku z dala od towarzyskiego życia, stoi w tradycyjnym kącie lub idzie do swojego pokoju. Teoria mówi, że dziecko się wówczas uspokoi, zmieni swoje zachowanie i znajdzie lepsze sposoby komunikowania swych potrzeb. I to ma sens. Przynajmniej w teorii.
W praktyce psychologowie alarmują, że timeout jest dość często nadużywany i to ze szkodą dla dziecka. Problem w tym, że jest to swego rodzaju „łatwizna”, na którą chętniechadzają zmęczeni i przeciążeni obowiązkami rodzice. „Kąt” załatwia jednak sprawę tylko pozornie i wtedy, gdy dziecko rzeczywiście „rozrabia”. Bywa jednak i tak, że trudne zachowania i silne emocje nie biorą się znikąd, a stawiając do kąta rodzic traci szansę, aby odkryć prawdziwą przyczynę łopotu.
Emocje to potrzeby
Przede wszystkim warto pamiętać, że z reguły dzieci nie są niegrzeczne na złość rodzicom i nie kieruje nimi niepohamowane pragnienie zepsucia im humoru, domowego wieczoru czy wizyty u znajomych. Większość ludzkich zachowań motywowana jest emocjonalnymi lub fizjologicznymi potrzebami i choć nikt nie lubi, gdy są one niezaspokojone, to jednak nam, dorosłym o wiele łatwiej jest jakoś sobie z tym radzić.
Małe dzieci nie potrafią ani rozpoznawać, ani nazywać przyczyn dyskomfortu, który odczuwają. Nie muszą, bo od tego mają rodziców. Gdy jest im źle, po prostu na to reagują i w przeciwieństwie do nas samych nie zawracają sobie głowy tym, co pomyślą o nich inni. Warto też mieć na uwadze, że gdy nam jest np. duszno lub niewygodnie w autobusie, to albo z niego wysiadamy, albo tłumaczymy sobie, że zostały tylko trzy przystanki.
Maluch nie potrafi sam o sobie decydować, żyje w dodatku chwilą obecną, więc nie umie przekonać samego siebie, że już za chwilę wszystko wróci do normy. Co mu więc zostajez dostępnych środków zaradczych?
Zwrócić uwagę
Natura wyposażyła nas w cały szereg technik zwracania na siebie uwagi. Gdy jesteśmy dorośli używamy tych bardziej wyrafinowanych. W przypadku dziecka płacz, krzyk, hałasowanie czy tupanie nogami mają przywołać rodzica, aby sprawdził, czego mu brakuje. Gdy płacze niemowlak, rodzice nie odstawiają wózka do innego pokoju i nie kładą dziecka z dala od samych siebie, ale zupełnie naturalnie zaczynają się zastanawiać, co mu dolega. Głowią się, czy jest mu zimno, czy jest głodny, zmęczony czy może coś go boli.
Oczywiście im dziecko starsze, tym więcej ma sposobów na komunikowanie swych potrzeb i tym więcej można od niego wymagać. Okazuje się jednak, że często zdarza się rodzicom przecenić jego umiejętności i dla własnej wygody odesłać dziecko do kąta zamiast zauważyć przyczynę jego niewłaściwego zachowania.
Timeout nie uczy
To kolejny zarzut, jaki eksperci mają wobec kąta. Często stawiane do niego dziecko przez doświadczenie uczy się, że rodzice nie chcą znać jego potrzeb i pragnień, zacznie więc pewnie szukać ich zaspokojenia gdzieś indziej. Odizolowanie nie uczy również zwracania uwagi na potrzeby i pragnienia innych, nie daje szansy ćwiczenia swych umiejętnościprzezwyciężania trudności, nie podpowiada również jak radzić sobie z silnymi emocjami i jak je wyrażać, gdy pojawią się następnym razem.
Jeśli nie kąt, to co?
Wyjść jest kilka, ale ich wspólnym mianownikiem jest: słyszeć, widzieć i czuć potrzeby dziecka, a nie tylko jego zachowanie. Warto przyjrzeć się tym najczęściej powtarzanym „złym zachowaniom” naszych pociech i spokojnie zastanowić się, czym są one spowodowane i jakie potrzeby dziecko chce w ten sposób spełnić. Dobrze też będzie wziąć w nawias nasze własne emocje i po prostu porozmawiać z maluchem o tym, co się stało i w razie potrzeby wyraźnie postawić mu warunki i granice.
Oczywiście może się również okazać, że wbrew wszystkim mądrym teoriom nasze dziecko jest po prostu niegrzeczne, robi nam na złość i chce zepsuć wieczór. Wtedy – niech mówią, co chcą – kąt może mieć swój wychowawczy walor.
Dominik Waszek
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.